
W Sheffield działa sklep z używaną odzieżą, w którym płaszcze, buty i szkolne mundurki kosztują nawet 50 pensów. Projekt o nazwie Echo ma pomagać rodzinom zmagającym się z kosztami życia i oswajać ludzi z kupowaniem rzeczy z drugiej ręki.
Co można kupić i kto za tym stoi
Echo mieści się w York House, w dzielnicy Manor Top. W ofercie są płaszcze, obuwie, odzież sportowa i mundurki szkolne. Projekt prowadzi organizacja Manor and Castle Development Trust wspólnie ze spółką społeczną Uni-Recycle, która zbiera mundurki szkolne i odsprzedaje je w niskich cenach.
Trust działa od prawie 30 lat i zatrudnia około 45 osób. Zajmuje się m.in. grupami dla małych dzieci, wsparciem dla osób z demencją, zdrowiem fizycznym i psychicznym, pomocą w znalezieniu pracy, szkoleniami oraz doradztwem w sprawie świadczeń.
Kelly Anne Bell, która prowadzi sklepy, podkreśla, że mundurki są dla rodzin dużym wydatkiem. Zdarza się, że trafiają do nich ubrania z metkami. Sukienka, która w sklepie kosztuje 14 funtów, jest tu sprzedawana za 50 pensów.
Cel: dostępność, nie zysk
Dawn Dale, menedżerka rozwoju społeczności w trust, wyjaśnia, że niskie ceny mają ułatwić dostęp do ubrań, a nie przynosić dochód. Pomysł powstał częściowo w reakcji na kryzys kosztów życia i obawy o ubrania lądujące na wysypiskach. Organizatorzy zauważyli też, że w lokalnej społeczności kupowanie rzeczy z drugiej ręki bywało wtedy postrzegane negatywnie. Nazwa Echo nawiązuje do idei nadawania rzeczom drugiego życia.
Sklep ma wyglądać jak butik. Marki takie jak John Lewis doradziły w sprawie ekspozycji ubrań i przekazały wieszaki. Dzięki temu ludzie, którzy przychodzą po mundurek, mogą znaleźć też coś dla siebie. Dale ujęła to tak:
- Dawn Dale: „Gdy szukasz mundurka, mama może wypatrzyć kurtkę, a tata buty sportowe”.
Herbata, rękodzieło i sport
York House jest też miejscem spotkań. Według Dale klienci mogą napić się herbaty, usiąść i zająć się rękodziełem, co pomaga w budowaniu znajomości. Dyrektor generalna trust, Lucy Warren, zwraca uwagę, że koszt butów sportowych i stroju na siłownię potrafi zniechęcać do aktywności fizycznej. Sklep może więc być pierwszym krokiem do udziału w innych zajęciach.
Klientka Kelly Prior uważa, że taki punkt jest w okolicy potrzebny. Jej zdaniem sprawia on, że nowi mieszkańcy czują się mile widziani, bo wiedzą, gdzie mogą poznać ludzi. Sama przyznaje, że lubi polować na okazje.
Co z tego wynika dla Polski
To lokalna inicjatywa z Wielkiej Brytanii, więc nie ma bezpośredniego przełożenia na polskie sklepy. Pokazuje jednak mechanizm znany także u nas: wydatki na szkolną wyprawkę i odzież dla dzieci mocno obciążają budżety domowe. W Polsce odzież z drugiej ręki od lat jest popularna, a w wielu miastach działają szafy społeczne, wymiany ubrań i punkty prowadzone przez organizacje pozarządowe czy parafie. Warto sprawdzić, co jest dostępne w waszej okolicy.
Wątek odpadów tekstylnych też nie jest tylko brytyjski. W Unii Europejskiej obowiązują przepisy, które nakładają na państwa członkowskie obowiązek selektywnej zbiórki tekstyliów, więc ponowne użycie ubrań zyskuje na znaczeniu. Przykład z Sheffield pokazuje, że tańsza odzież, mniej odpadów i wsparcie społeczności mogą się łączyć w jednym miejscu.
Źródło: BBC News – „Pre-loved clothes project sells items for 50p”
